Tatuaż zimą? Spokojnie, to nie wyprawa na biegun. Jest jednak parę rzeczy, o których warto pamiętać.
No więc jest styczeń, śnieg, mróz, czapka na głowie i nagle myślisz – ej, czy teraz to dobry moment na ten tatuaż? Albo czy mój stary tatuaż przeżyje zimę jak normalna skóra?
Uspokajam już na początku.
Zima to całkiem spoko pora roku na zrobienie tatuażu. Ale żeby nie było wątpliwości, rozkminimy to bardziej szczegółowo.
Prawda jest taka, że stary tatuaż zimą nie potrzebuje jakiejś magicznej opieki. Dbasz o niego tak, jak dbasz o skórę – nawilżanie balsamami z witaminą E, masło shea, oleje naturalne, żeby nie przesuszyć. Aha, i krem z filtrem UV nawet zimą (słońce odbite od śniegu potrafi dać radę).
TIP: Wbrew obiegowym opiniom – większym wrogiem tatuażu jest lato, nie zima.
Tu w zasadzie też się nic nie zmienia. Zimą dbasz o nowy tatuaż standardowo.
Myjesz 2–3 razy dziennie letnią wodą z bezzapachowym mydłem (pH neutralne), osuszasz papierowym ręcznikiem, smarujesz maściami z pantenolem. Luźne ciuchy z bawełny, zero gorących kąpieli, zero sauny i – uwaga – zero morsowania.
TIP: Unikaj ocierających syntetyków, bo one potrafią dodatkowo przesuszyć skórę jesienią i zimą.
Tak. Zimą masz mniej ekspozycji na ostre słońce (chyba że śmigasz z gołym torsem po Alpach, ale to już Twoja sprawa).
Jedyny haczyk? Zima to sezon chorób. Więc unikaj sesji, jak jesteś przeziębiony albo masz obniżoną odporność – ciało ma wtedy inne priorytety niż gojenie tatuażu.
Suplementuj witaminę C, dbaj o zdrowie przed zabiegiem.
Wybierz studio z higieną, gdzie dostaniesz kompleksowe info, jak przygotować się do pierwszej sesji.
Podsumowując – tatuaż zimą to spoko temat, a pielęgnacja to zero rocket science. Dbasz o skórę, myjesz, nawilżasz, unikasz głupot typu morsowanie przez 30 minut tuż po sesji i tyle.
Ściskamy Polar, Karo & Brygida
Wybierz najwygodniejszy dla Ciebie sposób kontaktu. Masz do wyboru messenger, telefon lub formularz. To jak pogadamy ?